The uncanny resemblance of…

Ostatnio jak byłam w Polsce naszło mnie wreszcie na zeskanowanie starych slajdów dla mojego taty, z czym i ja i on nosiliśmy się już od bardzo dawna. Skaner – Canon 9000F, który został dokładnie do tego celu kupiony – czekał na tę chwilę prawie dwa lata. Zabawa była przednia, chociaż wymagała dużej ilości wolnego czasu (ze względu na to, że można było skanować tylko 4 slajdy 35mm lub 3 klatki pozytywowe 6cm naraz), poza tym każdy slajd musiał być wycierany szmatką z kurzu, tak samo jak i skaner, bo się zaplątywały co jakiś czas jakieś małe farfocle. Oczywiście metoda wycierania szmatką nie była kompletnie foolproof, więc i tak parę drobinek się nawinęło, ale zawsze, jak przyjdzie czas, można to skorektować w programie graficznym. 🙂

Ponieważ pod ręką miałam tylko good ol’ Paint, to zwyczajnie posklejałam parę zdjęć bez żadnego tuszowania i mamy Małą A. i Małą D.

Like mother like daugther, jak to mówią!

combined1 combined2  combined4 combined3 combined5 combined6