Take me away

Nawet nie wiem gdzie mi poprzednie dni uciekły, mijają tak szybko; a tu już kończy się drugi dzień marca. Zza ściany od sąsiadów słychać po raz pierwszy od naszej przeprowadzki tutaj muzykę. Powtarzający się znany rytm, z pewnością brzmi jak Stand by me. Nie przeszkadza mi to jakoś specjalnie, oby tylko nie obudziło to Ani, chociaż akurat jej pokój jest położony najdalej od łączącej nas z naszymi jedynymi sąsiadami ściany.

Mała A ostatnio zaczęła „harcować” wieczorami. Zazwyczaj około 19 zbieramy się z Anią na górę, a mniej więcej pół godziny później już leży w łóżku po umyciu zębów i przeczytaniu jej bajki na dobranoc. Potem tak leżąc z nocnym światełkiem w pokoju, lekko uchylonymi drzwiami i z zapalonym światłem na korytarzu, spokojnie sobie zasypia. Czasami wstanie z płaczem, że potrzebuje pójść do toalety (płacz ze zmęczenia i z braku ochoty do wstawania z łóżka o nocnej porze). Ale ostatnio, po tym jak ją zostawiamy w jej pokoju i schodzimy na dół, słychać odgłosy schodzenia z łóżka na podłogę, wchodzenia z powrotem na łóżko, skakanie na tym samym nieco trzeszczącym łóżku i rozmawianie z zabawkami (pewnie im opowiada, jak to Grandad nauczył ją opowiadać kawał o tym jak się zaczyna misiowy wyścig!). Pozwalamy jej tak się „wygadać” i trochę „wyszaleć”, ponieważ – bardzo grzecznie zresztą – ani razu nie opuściła swojego pokoju po tym, jak ją położyliśmy spać, a z kolei krzyczeć na nią, że ma spać chyba zbytnio nie pomoże. Poza tym fajnie jest jednak się po cichu pobawić w swoim pokoju w tajemnicy przed rodzicami. 😉 Jedynym minusem jest to, że zaczęła wstawać bliżej 10 rano. Niby nie powinnam narzekać, prawda? Przynajmniej mogę pospać dłużej (od zawsze mam naturę śpiocha), ale jakoś nie jestem do tego późniejszego jej wstawania zbytnio przekonana… Cóż, zobaczymy jak to będzie i najwyżej trzeba będzie wprowadzić jakieś zmiany, dość radykalne jak na mnie i na nią: budzik (z którym nigdy się nie dogaduję; to Ania zawsze pełni rolę mojego budzika i zamiast okropnego alarmu jestem budzona jej głosem i buziakiem), żeby budził mnie, a potem ja będę budziła Małą A.

Aczkolwiek zastanawiam się, czy to może nie jest jej pewien bunt – już kolejną noc z rzędu od czasu skype‚owej rozmowy z Babcią i Dziadziem słyszę tylko You wake me up in the morning, OK? And you say „Ania Ania, wake up, it’s time to go to Poland!”.  A następnego dnia, wchodzi do mnie do pokoju i ze smutkiem w głosie oznajmia, że znowu jej nie obudziłam mówiąc it’s time to go to Poland. 😦

Tylko jak to zrobić, kiedy najprawdopodobniej nie będziemy w Polsce aż do czerwca…?

gwiazdka

Reklamy