When better becomes the best

Dearest C & J,
We’ve known each other for around five years now, which may seem like not that much, but I know that for all of us it’s a lifetime of friendship as we have been together through the biggest changes in our lives and we’ve always had lots of fun too. You stood there happy for us when we were telling you about our Big News even though you were about to enter a long and often dreadful journey throughout the coming years. You stood strong for your own sake and the sake of your family and friends, seeing how their problems were truly nothing in comparison to your pain, yet you never said a word. We stood by you, offering support and shoulder to cry on to ease your troubles, knowing that there’s nothing else we could do to help, so we just made sure you knew we were always there for you.
Now you’ve made it through the worst, and are standing your ground firmly as before, I must say – we are over the moon to hear your Big News – you’ve finally got your long-awaited dream. It’s hard to express how happy we are for you, so let us just say that you definitely deserve it big time. And, just so you know, we are definitely tagging along on this journey too!
With all our love and forever yours,
D, B & A

Reklamy

The f(th)ree time

Czekałam na tak spędzone popołudnie i w miarę wczesny wieczór od około 3 tygodni. Oczywiście, że przyjemnie jest odwiedzić rodzinkę tą bardzo bliską i tą trochę dalszą (przynajmniej ze względu na dzieci) i fajnie gościć przyjaciół w domu co jakiś czas i na jakiś czas, ale wiadomo, że każdy też uwielbia poświęcić czas tak exclusively swojej zupełnie własnej i niewielkiej rodzince – w moim wypadku Panu B i Małej A.

Korzystając z tej pierwszej od dawna okazji, Małą A odebraliśmy razem z Panem B z przedszkola i wspólnie całą trójką przespacerowaliśmy się do naszego przytulnego, choć ciągle jeszcze niezupełnie skończonego pod względem remontu, domku. Wydawało się, że dzień był nieco cieplejszy na powrót (czerwoniuśkie rumieńce na policzkach i tak się pojawiły), niż kiedy szłyśmy z Anią do przedszkola (zaledwie 3 godziny wcześniej, ponieważ moja Mała chadza do przedszkola tylko 3 razy w tygodniu, 2 razy po 3 godziny i raz po 6!), chociaż może sam fakt, że byliśmy wszyscy razem dodawał nam radości i ciepełka w sercach.

Po powrocie do domku, Mała A siedziała ze swoim Tatkiem grając na tablecie w przeróżne gry, podczas gdy ja miałam chwilkę dla siebie, kartkując angielską wersję Glamour. Potem zabrałam się za robienie obiadu, lecz nie da rady, żeby nasza kuchnia spełniła swoją rolę w pełni bez włączenia muzyki (grającej z głośników w suficie – zainstalowanych tamże przez Pana B i Teścia), tak więc włączyłam Radio Heart Suffolk (moje ulubione), aby mi towarzyszyło w przygotowaniach. Niestety, trochę się zacinało i ostatecznie skończyło się na którejś ze stworzonych przez nas playlist‚ście w programie Spotify, ale za to jak zawsze można było polegać na mojej Małej Tancerce na pojawienie się na niewielkiej kuchennej scenie, po usłyszeniu pierwszych dźwięków muzyki. I tak między krojeniem papryki i brokułów, gotowaniem makaronu, ścieraniem sera i podgrzewaniem klopsików, całą trójką tańczyliśmy po środku kuchni na całego do hitów zeszłego roku. Pan B padł pierwszy ze zmęczenia, ponieważ z samego rana przed 5 musiał wstawać i szykować się do pracy, ale Ania i tak zdążyła wypróbować na nim podchwycone z programu Let’s Play na CBeebies (oglądanego przed przedszkolem) ruchy balleriny. A jak wdzięcznie jej to wychodziło! Mnie też się nie upiekło, i zostałam wykorzystana do podnoszenia mojej niezbyt już lekkiej Balleriny, i tak razem sobie tańczyłyśmy (aż żal, że aparat nie był specjalnie po ręką). Dodatkowo trochę poszalałyśmy z twistowaniem i skakaniem do Dance with me tonight, które poleciało nam dwa razy – z pewnością poczułam, jak odzywają się moje mięśnie brzucha, chociaż nazwałabym to raczej odgłosem prawie przepełnionym bólem.

Po tańcach przyszedł czas na obiad, a po obiadku – kąpiel! Tym razem wypróbowałam z Małą A czytanie podczas kąpieli o zwięrzątkach wodnych lub takich, które urzędują przy jeziorach, rzekach itp. Wykorzystałam do tego „Moją pierwszą encyklopedię zwierząt” – książkę, którą Ania dostała pod choinkę i z której obydwie jesteśmy bardzo zadowolone. W wolnych chwilach, o różnych porach dnia, poczytujemy sobie o najróżniejszych zwierzątkach i staramy się z nimi zapoznać lepiej, nie tylko poprzez tekst i zdjęcia, ale również poprzez scenki np jak jeż zwija się w kulkę albo jak koniki morskie pływają w pozycji pionowej. Tym razem zainteresowanie też było duże i nawet pojawiły się próby skakania w wannie jak delfin!

IMG_5387 IMG_5397 IMG_5389 IMG_5390 IMG_5392 IMG_5394 IMG_5398 IMG_5399

A na koniec wspólnego rodzinnego popołudnia, jak to zwykle przed snem, nadszedł czas czytania bajek, a potem słodki błogi sen…