Rodzinnie

11 stycznia tego roku, jadąc autokarem z lotniska w London Stansted do domu, otrzymałam bardzo szczęśliwą nowinę o narodzinach pewnego Żółwika. Czekałam z niecierpliwością na jego przyjście na ten świat, od dawna myśląc co by sprawić jemu i jego rodzicom na prezent z okazji powiększenia rodziny, a sama będąc mamą i przerabiając rozdziały pod tytułem „Pierwszy bobas” oraz „Zostaliśmy rodzicami” na własnej skórze, wiedziałam, że opcji przydatnych jest całe mnóstwo. Począwszy od ubranek i śliniaków, których w pierwszym roku życia dziecka nigdy za dużo, bo tak szybko z nich wyrastają i tak szybko je brudzą, po gryzaczki na czas wyrzynania się pierwszych ząbków i swędzenie dziąseł, poprzez przeróżne akcesoria do kąpieli, aż do edukacyjnych mat do zabawy, skończywszy na akcesoriach dużo dłuższego użytku takich jak niańki elektroniczne (które jednak wiążą się z większym wydatkiem). Nie wymieniam tu zabawek, bo na zabawki zawsze jest czas i można praktycznie prawie zawsze zagwarantować, że chociaż jedna osoba przychodząca w odwiedziny przyniesie jakąś grzechotkę albo maskotkę z babciami i dziadkami na czele. 😉

Niespodziewanie wielką radość sprawiło mi przeglądanie internetowych sklepów dla dzieci z produktami w kategorii od 0+, po tym jak moja ukochana Ania dawno temu z niej wyrosła, a zabawki już od jakiegoś czasu znalazły schronienie w pudełkach wraz z pajacykami i śliniakami z okresu, kiedy skrzętnie liczyło się tygodnie i miesiące życia, a nie lata, dzielnie czekając na szansę pojawienia się rodzeństwa. Ostatecznie skończyło się na dwóch prezentach: jednym, nad którym myśleliśmy wraz z Panem B, kiedy urodziła się Mała A (kupna jednak nigdy nie sfinalizowaliśmy z powodu innych podobnych rzeczy, które dostaliśmy w prezencie od rodziny bądź przyjaciół), a mianowicie Rainforest Waterfall Peek-a-Boo Soother marki Fisher Price, którego demo można zobaczyć tutaj. Drugim prezentem była gumowa kaczuszka do kąpieli – zabawka i termometr w jednym, ostrzegająca rodziców, gdy woda w kąpieli dziecka jest za gorąca poprzez pojawienie się na jej spodzie napisu hot (napis powinien się pojawić gdy woda osiągnie 39-40 stopni C). Kaczuszka wygląda tak. Nie wiem na ile prezenty te się sprawdzą (szczególnie z kaczką może bywać różnie co do odczytu temperatury, choć zawsze wtedy zostaje jej użyteczność jako zabawka!), ale mam nadzieję, że przynajmniej trochę odciążą nową mamę. 🙂

Dzisiaj obydwa prezenty trafiły do ich przeznaczonego domu i póki co dostały nods of approval from both parents. A my przy okazji z Anią spędziłyśmy popołudnie w przemiłej rodzinnej atmosferze, i oczywiście obydwie miałyśmy okazję potrzymać małego Żółwika w ramionach. 🙂

Parenaście lat temu moi rodzice często spotykali się z ciociami i wujkami na imieniny, urodziny, święta (you name it) i zawsze wtedy miałam okazję bawić się ze swoimi kuzynami i pamiętam, że było bardzo fajnie. Potem jakoś to wszystko się zmieniło, wszyscy porośliśmy i nie mieliśmy takiego zainteresowania spotkaniami rodzinnymi, bo a to poszło się gdzieś z koleżanką, a to gdzieś ktoś organizował imprezę… Kontakty rodzinne ograniczyły się trochę do rozmów przez telefon. Teraz, jak już nie jesteśmy dziećmi i zakładamy albo założyliśmy już własne rodziny, miło jest wrócić do tej „tradycji”.

A my z Anią idziemy jutro odwiedzić rodzinkę Czekoladowego. 🙂

Reklamy