Strona główna » Excuses » Ciocia

Ciocia

Nadszedł czas na próbę nadrobienia zaległości. Próbę, ponieważ różnie może być, a pisanie jednak zajmuje mi dłuższą chwilę, szczególnie, gdy chciałabym załączyć do wpisu zdjęcia (niektóre wpisy nadal czekają na dołączenie zdjęć, ale to nadejdzie jak już przeszperam wszystkie foldery z ostatnich 4 lat…).

Kiedy zakładałam bloga, nie zwróciłam uwagi na to, że owszem, miło się tu przebywa, jak Mała A śpi, a ja nie mam nic innego do zrobienia albo wszyscy są zbyt zajęci, żeby się spotkać. Tylko, że jak zaczynałam nie byłam wtedy u siebie. A wiadomo, że we własnym domu zawsze znajdzie się to „coś” do zrobienia. Ktoś (Pan B) do porozmawiania. Coś do obejrzenia. Własne łóżko lub kanapa z ukochanym i rozkosznie ciepłym kocykiem na zmęczenie. Ale nie tylko to odkuwało moją uwagę od częstszego pojawiania się tutaj – jeszcze była przecież tygodniowa wizyta Medacynki, a potem nieco spontaniczny plan albo może bardziej plan-w-zawieszeniu-aż-do-dnia-przed na wyjazd do Reading w weekend… W każdym razie tych, którzy tu zaglądają dzień w dzień i tych, którzy to robią nieco rzadziej, z nadzieją zobaczenia nowego postu – szczerze przepraszam (i bardzo dziękuję za Wasze wizyty!).

Dzisiaj powrócę jeszcze na krótko do czasu spędzonego na przełomie stycznia i lutego w Polsce. Był to – jak wiecie – czas spędzony na intensywnym odwiedzaniu mojej rodzinki (tej troszkę dalszej, bo bliższa znikała całymi dniami do pracy), czas naprawdę przemile spędzony i chociaż w pewnym momencie czułam się wykończona takim nieprzerwanym ciągiem wizyt – tak jak i Ania – i musiałyśmy sobie obydwie zrobić przerwę, muszę przyznać, że uwielbiałam wcielać się (obok swojej stałej matczynej roli oczywiście) w rolę cioci (dla dzieci moich kuzynów), a robiłam to tak naprawdę po raz pierwszy. Odkryłam w sobie zupełnie nowe pokłady energii na ganianie się, skakanie, tańczenie, podnoszenie, wywracanie się, rzucanie, śmianie, rozśmieszanie, chichoty i całą resztę, której nie zdołałam i pewnie nie zdołałabym wymienić. Poznawanie nowej małej istotki (czułam się bardziej komfortowo z dziećmi, które są młodsze od albo w wieku Małej A – znajoma płaszczyzna wiekowa!) i uczenie jej czegoś innego niż rodzice (np angielski wierszyk „Round and round the garden” typu „Idzie raczek nieboraczek” przy łaskotkach), nawiązywanie tej innej dla mnie więzi i potem dowiadywanie się, że „pytano o ciocię”, było frajdą. Poza tym miło jest sobie przypomnieć ten wiek, przez który Ania tak niedawno (a jednak wieki temu) przechodziła. I te różnice w wychowaniu i edukacji ciekawią i fascynują. Obuz, który ma matematyka za tatę, potrafi odpowiedzieć na pytanie „Ile wynosi pochodna z x?” poprzez wzniesienie do góry jednego paluszka, co dla mnie jest może i geeky, ale i przekomiczne (zwłaszcza, że wg taty Obuza wiele studentów nie wie)! A na pytanie, gdzie ma pieniądze, wzrusza z uśmiechem ramionami i mówi „nie ma”. 🙂

Wiadomo też nie od dzisiaj, że ciocie mają więcej cierpliwości i wyrozumiałości niż rodzice; gdyby nie te babcie, dziadkowie i ciocie (wujkowie też, ale mniej może ;)), rodzice nie mieliby chwili odetchnienia od swoich pociech. A czasami te ciocie są niezastąpione szczególnie pod względem towarzyskim (na poziomie mniej więcej rówieśników), gdy tak jak ja i tata Obuza z naszych znajomych i przyjaciół jesteśmy, jak do tej pory, jedynymi rodzicami.

Ciocia Małej A też ma do Ani ogromną słabość (z wzajemnością)… Zresztą ja też jej bardzo wiele zawdzięczam i dziękuję bardzo, że nie tylko jest, ale że jest chętna do pomocy (prawie ;)) zawsze!

DSC_4862

DSC_4880

426751_544714158880372_764113764_n

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s